Forum użytkowników i sympatyków Daewoo Nexia :: NexioMania.pl
Zapraszamy wszystkich posiadaczy Daewoo Nexia i innych pojazdów!

Nasze sprawy - Witaj szkoło!

sim - Czw 01 Wrz, 2011 00:57
Temat postu: Witaj szkoło!
Dziś 1 września. Nie wiem jak Wy, ale ja z chęcią cofnąłbym się te powiedzmy 10 lat i poszedł do szkoły... Jakie to wszystko było wtedy proste, jasne przejrzyste... Żałuję do dziś, że poszedłem do ogólniaka, bo moi starzy nie pozwolili mi pójść do technikum... A teraz to ch-nia z grzybnią wyższe w końcu niby mam (I stopnia), do szukania pracy w tym kierunku mi daleko, podobnie jak do robienia magisterki...
Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 01:31

hm... tez bym sie cofnal. ale nie do podstawowki, tylko do ogolniaka. w podstawowce to jeszcze sie jest dzieckiem praktycznie i sposob pojmowania swiata tez jest dziecinny, w sumie malo z tego czasu pamietam, jakies pojedyncze fakty zbite w film. w ogolniaku... aaaa, to bylo co innego :mrgreen:
'MICHU' - Czw 01 Wrz, 2011 06:45

A ja 17 września mam warunek i tylko zostaje obrona i wreszcie wymęczony magazynier :-)
Sysiu - Czw 01 Wrz, 2011 06:45

a mnie tam na studiach jest bardzo fajnie i sie cofac nie mam zamiaru odchodza wieksze jaja jak w technikum i ekipa wporzo szkoda ze laska tylko jedna przydało by sie wiecej :P
Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 07:13

moze by tak rozszerzyc temat na jajowe przypadki z czasow szkoly?

jak chodzilem do I klasy LO zerwalem sie z lekcji i na rowerze pojechalem do odleglej o 10km miejscowosci takiej rekreacyjnej, okolice jeziorka w miescie, jakies przejazdy miedzy polwyspami i na jednym takim przejezdzie wpadlem w zaspe piachu, rower stanal w miejscu, ja sie wywalilem, nie wpadlem do wody, ale bryle z pluskiem wlecialy, akurat nad przepustem miedzy jeziorkami :lol: siegnac sie nie da, glebokosc niezla,prawie widze jak sie bryle zahaczyly na dnie przy przelocie wody pod spodem, prawie bo -5 to rozmazane widze pod woda... no to na rower i pod szkole, dwoch kumpli ze mna na motorowerku i trzymali mnie za nogi, a ja nurkowalem zeby odczepic te bryle :lol: :lol: :lol: sie udalo, taki to byl drugi dzien szkoly :mrgreen:

na nastepny rok starzy sie przeprowadzili i byla nastepna szkola, na dzien dobry dyrektor ustawil na apelu calosc i kto nowy wystap. i pytanie: palicie? ci co wystapili : nieeeee. jak zlapie bedzie ciezko. dluga przerwa, pora zajarac w kibelku, stoimy przy oknie za kajutkami, ktos wchodzi, kumpel : dyro ! wszyscy pety na glebe, a ja rzucilem do gory za siebie, zeby wpadlo do kajutki, a wpadlo... dyrowi do butonierki :lol: :lol: :lol: nastepnego dnia wrzucalem przez okienko piwniczne halde swiezo przywiezionego do szkoly wegla na zime :lol: :lol: :lol: tez byl niezly poczatek szkoly :mrgreen:

jesli temat chwyci i sie rozkreci to napisze jak zdawalem poprawke z matmy na maturze :lol:

Makowiecki - Czw 01 Wrz, 2011 08:43

No generalnie było spoko choć wtedy mnie szkoła strasznie wkurwiała :P I też po ogólniaku jestem w sumie na H mi to było, mogłem iść na mechanika i ciuałbym teraz słopy :lol:

Generalnie jednego kibla zaliczyłem w drugiej klasie LO :lol: Więc pierwsze 2 lata miałem jako drugi język ruski ale był to ostatni rocznik z ruskim i potem zostały mi do wyboru włoski francuski lub niemiecki. No to wybrałem niemiecki i musze przyznać, że nic kompletnie nie umiem. Zero. Wszystkie sprawdziany i kartkówki pisałem do Eli smsy a ona mi odpisywała odpowiedzi :P Zaliczyć się udawało :P

Jak coś sobie ciekawszego jeszcze przypomne to napisze :P

AdiN - Czw 01 Wrz, 2011 09:12

Hia hia..
Pierwszy dzień w nowej szkole..
Jutro na 11.45 :P Za to w poniedziałek na 7.15
Z jajec to w podstawówce całą klasą spierdoliliśmy z lekcji, został tylko jeden osobnik :mrgreen: I ten bardzo szybki powrót przed policją do szkoły że niby nigdy nic :P

lenart - Czw 01 Wrz, 2011 09:16

ja też żałuję że nie poszedłem do technikum tylko do LO ale najlepsze melanże i tak były na studiach :mrgreen:
Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 09:31

hehe, z jezykiem to jaja mialem :mrgreen:
w pierwszej mialem ruski. tylko. wiec chodzilem raz na tydzien do domu kultury na angola. tak rekreacyjnie. a niemca uczyl mnie dziadek jeszcze na poczatku podstawowki, tak ze jak ze starszymi sobie do dawnego nrd skoczylismy to robilem gadke, bo wtedy jak sie ktos po polsku odezwal to lotem blyskawicy w miejscowosci sie rozchodzilo i nic nie mozna bylo kupic, nie lubili nas... wiec niemca mialem nawet niezle opanowanego, ale pozniej nie uzywanego.
po zmianie szkoly od 2 LO mialem ruski i niemca i jak sie okazalo latalem w nim. nawet kiedys tytulem eksperymentu zadane wypracowanie do domu pt "moje wakacje" napisalem dla calej klasy - 33osoby- na żądanie na konkretna ocene, na 3,3+,4... i sie niemka nie skapowala ze wszystkie napisala jedna osoba :lol: :lol: :lol: wraz z matura zakonczylem edukacje niemca, ktorego nienawidze i nie lubie nawet sluchac. teraz pamietam ze zwrotow tylko : ich bin nicht vorberaitet i ich habe kein heft :mrgreen: hm, jak skoczylem do bremerhaven nie tak dawno temu to sporo rozumialem,ale pogadac po niemiecku - juz nie umialem sformulowac, chyba ze w gatunku : kali chciec, kali kupic :mrgreen:
po rusku do tej pory nienajgorzej latam, czytam z odpowiednim akcentem nieznane mi nawet slowa, to chyba tzw.sluch muzyczny dziala, ale generalnie daje rade. a angola mialem wtedy tylko raz na tydzien przez rok w domu kultury i jakos kumam co gadaja, trudniej samemu cos wymyslec, a najtrudniej napisac.
mialem i z francuzem przygode przez troche, ale tu trza troche umiejetnosci wymowy, nijak sie ma to co napisane do tego jak sie wymawia, ale i tak troche czaje baze, choc nieraz slownik potrzebny.
a jak trzeba po rusku cos napisac to tylko przestawiam klawiature na cyrylice i trzaskam, choc litery zupelnie gdzie indziej wypadaja niz u nas :mrgreen:

AdiN - Czw 01 Wrz, 2011 09:42

Jaw sumie od 3 podstawówki miałem angola, ale w podstawówce miałem tak zajebistą Panią, że chłopcy patrzeli na jej "ehym ehym" zamiast na tablice :P
Teraz w Gimnazjum za to doszedł mi niemiec którego za [lulka] nie umiem, nic ani troche! Xd
Za to Pani z Angielskiego była bardzo fajna i miła :D

Sysiu - Czw 01 Wrz, 2011 10:21

Adi apropo ucieczek u mnie w 1 klasie technikum chcieliśmy cała klasą zwiać z całego dnia (piątku 8 lekcji) no to po pierwszej godzinie dobra zrywamy sie! dobra ! oczywiście jedna osoba nie ja zostaje bo mama mnie zbije :lol: dobra zostaliśmy na tej lekcji ale z myślą dobra ale po tej to nie ma lulka zwijamy się ! Dobra! po tej lekcji przekonaliśmy ta osobę, dobra ona też sie zrywa :P to znalazła sie inna..... on juz nie wie czy chce ociekać czy zostać.... i tak było po każdej lekcji i zawsze kto inny sie wychylał :mrgreen: . Przed ostatnią lekcją padło pytanie "czy u nas to tak ciężko sie [pani lekkich obyczajów] zgrać ?" Dobra wszyscy sie zwijają z ostatniej lekcji akurat to była fizyka. Jeden mówi jeszcze pójdę sie odlać....i poszedł ale większość już poszła w długą i nikt na niego nie poczekał . On wyszedł przed szkole i patrzy nikogo nie ma pewnie znowu wrócili do sali i wszedł na fizyke :lol: oczywiscie był sam i zarówno on jak i reszta dostała zjebe od wychowawcy :lol:

Adi nie jecz ja miałem jednego roku 4 razy w tygodniu na 7:10 a ostatniego na 8:00 ale fajne to jest bo sie wczesniej wraca

Zajęcia elektroniki (a że technikum do którego chodziłem był klasztor same chłopy nie licząc woźnych, nauczycielek i sklepikarki) jeden sie odzywa zobaczcie jakie foczki (szła do liceum pobliskiego grupka lasek) a facetka prowadząca zajęcie odzywa sie co do zoo wiozą ? pytając z powagą. Cała klasa w brecht oczywiście nikt jej nie wytłumaczył że o inne foczki nam chodzi :lol:

I tak najlepsza była akcja jak na warsztatach zrobiliśmy sobie "wigilie" w 7 z pewną ilością wódki nie pamiętam już ile tego było ale miałem fazę ładną :lol: trochę sobie popiliśmy ale jeszcze nie do zgonu i kolega wszedł z gitarą bo wracał z z próby i ja wziąłem od niego ta gitarę zacząłem grac na niej śpiewając "gdybym miał gitarę" Oczywiście mnie nagrali na kamerki nygusy jedne i na drugi dzień pokazali reszcie klasy . Tak sie dziwnie złożyło że na lekcji Angielskiego tamtego dnia sorka powiedziała nam że Liceum im. Małachowskiego organizuje konkurs piosenki angielskiej i szuka ona ochotników którzy by reprezentowali naszą szkołę. Oczywiście na sali słychać było śmieszki...... Wójcik sie wychylił pani profesor u nas to Krzysiek bardzo ładnie śpiewa (śmiejąc sie pod nosem, miałem ochotę mu coś zrobić za to). Profesorka "To prawda Krzysiu ? zapraszam koło biurka zaśpiewasz coś....."ale ja nic nie znałem co było by po angielsku na pamięć . No to dała mi płytę z paroma utworami i miałem wybrać jeden i nawet z kartki na następna lekcje zaśpiewać. Dobra na odczepne jej zaśpiewałem Steviego Vondera- I Just Called To Say I Love You . Ta jak wpadła w zachwyt to bez wahania dobra śpiewającego już mamy ( a ja myślę kuurwaaaaa już nie pije z tymi osłami z klasy....) Zgłosił sie akurat ode mnie z klasy Mariusz z gitarą elektryczną i Bartek z bębenkami murzyńskimi nie pamiętam ich nazwy już. Po kilku próbach w trakcie lekcji ( cała klasa była szczęśliwa bo z dwóch godzin angola dziennie zawsze jedna przepadała a i facetka zawsze ostra jak żyleta była łagodniejsza ). Po miesiącu prób nadszedł wielki dzień i pojechaliśmy na ten występ , stremowany byłem jak nie wiem co ale szczegół , chłopaki obalali flaszkę na korytarzu i chcieli mi dać gulnąć żebym sie napił ale odmówiłem bo wtedy nexią przyjechałem zaśpiewałem na tej scenie Red hotów -under the bridge i wilków -sun of the blue sky, w którymś pod koniec z tej tremy zapomniałem słów ale mimo wszystko udało mi sie rozbujać dość dużą publikę bo klaskali w rytm jak śpiewałem i dostałem ładne oklaski po wystepie ale zająłem 5 miejsce na 20 pare... Wygrała dziewczyna o bardzo ładnym głosie ;) Fakt faktem po tym wszystkim facetka od angola mnie bardzo lubiła i specjalnie mi zawyżała oceny. Pamiętam ze tamtego roku miałem dwie lufy gołe z angola i w trakcie praktyk majowych przyjechałem do szkoły zapytać sie kiedy mogę to poprawić, na co dostałem odpowiedź żebym się nie martwił i dopisała mi parę piątek i zdałem z oceną 4 rodzice to z podziwu wyjść nie mogli :lol:

Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 10:33

hehe, dobre :)
a propos foczek...
znowu poczatek I klasy LO, w sumie to bylo nowe miejsce zamieszkania (przez rok, az sie starzy dalej przeprowadzili), drugi dzien szkoly to na dlugiej przerwie na lody, ulice dalej naprzeciw chyba technikum, kolejka jak cholera, wiec sie wbijam w srodek, az tu jakas niezla do mnie: gdzie sie pchasz, kolejka ! wiec ja do niej fafarafa : mala, ze masz ladne oczy i patrze wymownie na cycole - to nie znaczy ze mi bedziesz pyskowac :P nikt juz nawet nie miauknal, cisza sie zrobila, a ja dostalem za chwile lody i powedrowalem do swojej szkoly. a na 4 lekcji akademia ku czci czegos tam, ja patrze, a ta mała tam stoi z gronem gogów, nauczycielka francuskiego, mała i młoda :lol: najmniejsza z grona. i ona sie na mnie gapi... eh, dobrze ze nie mialem francuskiego :lol: a moze wlasnie zle ? :roll: :P

AdiN - Czw 01 Wrz, 2011 10:41

hahahahaha! Olaf, mistrz!
Chociaż kolega u mnie babka z maty, taka młodziutka i niska.
Idziemy z kumplem korytarzem, ona przed nami, i rzucił tekstem "staryyy patrz na tą dupe!" <Fakt fajna! ;) > Jak się Babka odwróciła to ja w śmiech a kolega miał mine jakby go poparzyło :lol:

grysiątko - Czw 01 Wrz, 2011 10:56

u nas nigdy nie dało się zebrać całej klasy;/ zawsze min 3osoby musiały się wyłamać. U nas zwykle preferowali indywidualne ucieczki;D A słynęliśmy z najniższej frekwencji w całej szkole ;D ale to już chyba nie powód do dumy ;x

[ Dodano: Czw 01 Wrz, 2011 12:58 ]
PS: Olaf masz mistrza z tymi historyjkami!!;D

Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 11:09

hehe, w II, albo III LO robilem prawko, chyba z 10% calej szkoly wtedy robilo, jaksa byla umowa szkoly z lokiem i taniej nawet dzieki temu bylo. oczywiscie nauczyciele zwalniali z lekcji jak sie powiedzialo ze na tej lekcji zaraz jazda wypada bez wpisywania nieobecnosci. wiec bywaly dni ze co lekcja mowilem ze mam jazde i wychodzilem ze szkoly :lol: wtedy tak nie ganiala straz miejska za mlodymi petajacymi sie po miescie w czasie godzin szkolnych, bo i strazy wtedy nie bylo i mozna bylo dowolnie wejsc i wyjsc ze szkoly. oczywiscie jazde tak umawialem zeby wypadla na ostatniej lekcji i sie wtedy odwozilem do domu, a przez cale miasto mialem :mrgreen:
i drugi numer, bylem od radiowezla w obu tych szkolach,w tej drugiej nadawane bylo od dyra z gabinetu tam stala lampowa radiola. ale glosniki trza bylo rozwieszac przed dluga przerwa i po niej zdejmowac w calej szkole bo lubily wsiakac, zostawala tylko obudowa z trafo w srodku. wiec kwadrans przed dluga przerwa wychodzilem z klasy z kumplem z ktorym w lawce siedzialem, byl najwyzszy w klasie. i wieszalismy, zazwyczaj na koncu lekcji u nas bylo odpytywanie :mrgreen: no i po dlugiej z kwadrans wracalismy, a w sumie to zajmowalo 5 minut :mrgreen:
w tej pierwszej Klasa I bylo oddzielne pomieszczenie mikro pod schodami z magnetofonami, wzmacniaczami, kolumny spore staly na polpietrze, nie do dzwigniecia, wiec nie trzeba bylo zdejmowac i zawieszac. dostalem klucz od kolegi z maturalnej klasy, on sie juz bral za kucie i bylem panisko. nieraz na niecalym metrze kwadratowym bylo z 8 osob, trza bylo brac na kolana zeby sie pomiescic :P a to nieraz fajne bylo :lol: no i grane bylo praktycznie na kazdej przerwie :P

Sysiu - Czw 01 Wrz, 2011 11:20

Nie no to ja jak nagłaśniałem w technikum apele i inne to tez miałem pokój radiowęzła i był 3m/4m :D ile tam libacji sie odbyło :lol: o ucieczkach z lekcji nie wspomnę , jedyne miejsce w którym nas nie szukali i nie było strachu przed strażą miejską i koledzy mogli palić do woli . Tylko radio węzeł był raczej składzikiem na sprzet na sale gimnastyczną bo głosniki radiowęzłowe pokradli.
sim - Czw 01 Wrz, 2011 11:23

Ja do końca życia nie zapomnę jak Główny Dyrektor (od Zespołu Szkół) prawie co przerwę gonił nas po terenie (12 ha) za palenia fajek służbowym, wiśniowym Polonezem typu Borewicz (niedawno był na sprzedaż - cena wywoławcza 200 zł). Mnie nigdy nie dorwał - umiałem szybko spieprzać, także przez ogrodzenie z drutem kolczastym (nawinęliśmy szmaty na druty). Nieszczęśnicy którym się nie udało musieli później przez tydzień zbierać śmieci na terenie nawet po 2-3 godziny dziennie (mieliśmy taki dyżurny pełny worek schowany u majstrów w kotłowni, coby nie trzeba było tyle zbierać).

Tak samo nie zapomnę jak w gimnazjum byłem od naprawy komputerów i technicznej organizacji akademii. Bywało, że przez tydzień nie byłem na żadnej lekcji, choć codziennie byłem w szkole - bywało, że coś, co zajmowało 30 minut max robiłem cały dzień, w miedzy czasie idąc jeszcze do domu po coś "niezbędnego". A Pani Dyrektor jaka była dumna ze mnie :P

Kirek09 - Czw 01 Wrz, 2011 11:34

A mi to na lulek była ta elktronika to nie wiem, teraz szkoda mi tej szkoły więc ciągne jako elektryk...
już nie wiem kiedy miałem wakacje, a tak fajnie zawsze było :D
moja klasa była zajebista :D 28 chłopa to sie działo, zwłaszcza jak mieliśmy lekcje z jakąś młodą nauczycielką :lol: ze 3 płakały przez nas, tak dobrze miały :lol:
Blisko szkoły McDonald, Jantar, Real... nie było dnia, żeby pół klasy gdzieś nie spierdoliła.
Ale całą klasą nigdy nie uciekliśmy, zawsze jakaś pinda musiała zostać, niby idzie a za rogiem wraca do szkoły bo coś zapomniał :lol:
Nagany sypały się, ale kogo to obchodziło i tak na lekcjach była [boberek] i tak ;)
w 3 klasie poprawka z gegry, w 4 matura na 65% z gegry :mrgreen:

grysiątko - Czw 01 Wrz, 2011 11:45

haha;D No ja miałam etat tylko przy wieszaniu ohydnie starych i brudnych firanek na przestarzałej nierównej drabinie która w każdej chwili mogła runąć na ziemie;D To były niezapomniane prace "na wysokościach" i zero wdzieczności od wychowawcy ;D



Ale i tak najlepsze bylo organizowanie akademii i roznych wystepow... wmawialiśmy nauczycielom ze całodniowe próby są nam niezbedne do wlasciwej prezentacji i udanego wystepu;D Zamykalismy sie w sali prob jaką byla nieuzywana w naszej szkole kuchnia i zamiast spiewac czy odgrywac role plotkowalismy do 14 po czym zwijalismy beztrosko do domu:] i tak 3lata zleciały prawie bezboleśnie ;D a rozne sprawdziany przekładane były w nieskończoność ;D a my i tak mieliśmy status "zapracowanych, ambitnych artystów" ;D

[ Dodano: Czw 01 Wrz, 2011 13:48 ]
u nas było masowe zdawanie chemii w dzien konferencji i wedlug naszej pani prof. bylismy kolekcjonerami kap i nie zaslugiwalismy na powietrze i swiatlo w klasie;D

Sysiu - Czw 01 Wrz, 2011 12:24

kirek to dużo u was było :P u nas raptem 18 :D Moja wychowawczyni później została wice ale mnie nie lubiła bo jej pocisnąłem w twarz co o niej myślę :lol: Nawet na zakończenie 4 klasy powiedziała ze liczyła na jakaś wiązankę ode mnie ale sie zawiodła :mrgreen:
No jak ja robiłem apele to też sprzet znosiłem o 8 i do 13 grała muzyka a potem był apel :P ile to mnie kartkówek minęło to sam nie pamiętam :P Raz byłem w szkole od 7:10 do 19:30 bo szkoła zorganizowała impreze na dla dzieci z sierocińca ale potem ile miałem pozytywnych ocen bez poprawiania się :mrgreen: najlepsza była kaczka od biologii miałem 3 gołe pały i po tej imprezie powiedziała ze mi 3 wychodzi ale jak sie przyłożę to nawet 4 moze postawić koledzy to sie gotowali ze złości :lol:
A jak było u was z pobraniami krwi w szkole ? jak wypadało tego samego dnia pobranie krwi i jakaś klasówka to chłopaki biegiem lecieli na pobór :P a że po tym dzień wolnego to klasówka sie odsuwała w czasie :D

Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 12:40

za moich czasow nie bylo zadnych pobran krwi, za to obowiazkowe wizyty u szkolnego stomatologa, co to niektorzy nie wyczyniali zeby nie pojsc :mrgreen:
pszczolka90 - Czw 01 Wrz, 2011 13:37

Ja w gimnazjum ściągałam na religii ze spodni.
Babka gdy mnie złapała wywiązał nam się taki dialog:
(Wcześniej powiedziała,że jak kogoś złapie na ściąganiu to będzie musiał zdawać u księdza w kościele)
babka-I co teraz zrobisz?
ja-No chyba nie ściągnę gaci?!
Cała klasa padła :D A potem jak poszłam do kościoła to zdawać to 3 razy ksiądz przekładał moje odpytanie,w końcu gdy już do niego wpadłam to zaczął ze mną rozmawiać o tym jak ściągałam i po chwili zaczął się pytać czy te moje kolczyki nie niszczą zębów,czy to mi nie przeszkadza i czy mam kolczyka w języku i żebym mu pokazała,ale powiedziałam,że nie będę księdzu jęzora pokazywać. Po chwili mówi do mnie no zdałaś na 5,a ja tak na niego :shock:
jak to to ksiądz mnie nie pyta? a on na to : no przecież ładnie mi na wszystko odpowiedziałaś.
Myślałam,że go po tyłku wycałuję :D

Dobre też było jak babka z religii kazała nam iść po dyrektora,bo taki jeden przeginał na lekcji,dyrektor szedł taki wkurzony do klasy,wchodzi i pyta się o co chodzi,a ona ze olek przeszkadza w prowadzeniu lekcji na co poirytowany dyrektor odpowiedział-weź daj mi spokój babo,zajmujesz mnie takimi pierdołami. Cała klasa oniemiała :D

piotreek - Czw 01 Wrz, 2011 13:55

Kocham szkołę za to, że nie muszę do niej chodzić. Samych szóstek hehehe
bambus88_opole - Czw 01 Wrz, 2011 14:02

W szkole wiele różnych rzeczy się działo z takich pozytywnych rzeczy to pamiętam w LO mieliśmy szatnie w takich boxach oddzielonych wieszakami. Jeden taki box to były 3 klasy z rocznika (a było ich 11 chyba) i w okresie jesienno-zimowym dyżury w szatni :) na zmianę klasami co miesiąc, każdy po kolei... i tam się dopiero działo... przychodziło się na cały dzień do szatni to oczywiście jakaś flaszunia, piwko czy winko musiało być. Był też woźny, który czasem też sobie piwko walnął w pracy i przechadzał się przez boxy i zbierał butelki na wymianę i puszki :P kumple przynosili rękawice bokserskie i sparingi się tam odbywały :P (jest nawet parę filmików)
to się grało w kosza to też z lekcji się zwalniało albo trzeba było do różnych zawodów sprzęt nagłośnieniowy obsłużyć. Czy także apropos zwalniania się z lekcji to raz w roku organizowany był turniej w tenisa stołowego. Trwał on zaledwie 2-3 dni ale niestety nasza polonistka tego nie wiedziała to grono osób (dla niej) miało turniej przed lekko 2 tygodnie :P
A jeśli mowa o językach to pamiętam, że byłem zagrożony z niemieckiego bo za cholerę nie wchodził mi ten język nieprzyjaciela... to na koniec miałem się przygotować do poprawy z jednego tematu to kumpel mi napisał to i wykułem na blachę ale jej to nie wystarczyło więc chciała mnie jeszcze dopytać ale temat został już tylko bieżący więc odpowiadałem po polsku z czego dostałem 3 i 3 na koniec :D
Pamiętna jest także wycieczka szkolna w ostatniej klasie. Już w pierwszy dzień po przyjeździe na miejsce oczywiście zaczęło się picie ale wiadomo po kryjomu :P Na drugi dzień było ognisko i my z tajniaka tam po piwko i winko do sklepu kiedy nagle ktoś wlatuje i mówi, że możemy się do kiełbaski napić piwka jak się wkupimy i postawimy wychowawczyni naszej. To był jej błąd... Niestety dzisiaj prawie wszyscy mają telefony z aparatem więc przy ognisku były robione fotki w tym nauczycielka z piwem więc niestety nie miała już linii obrony to i my przestaliśmy się chować z tym wszystkim... zaczęła się gruba impreza na ośrodku bez zahamowań... kolejnym jej błędem było pozwolenie nam na przekroczenie czeskiej granicy, żeby wstąpić do sklepu bo ludzie wracali do autobusu na żywca z kratą browara niesioną we 2 :P
Może się trochę za bardzo rozpisałem... nie wiem :P Jak sobie jeszcze coś przypomnę to na pewno napiszę :)

lenart - Czw 01 Wrz, 2011 14:27

ja pokazałem dupę księdzu na religii w 4-tej klasie postawówki, i potargałem dzinniczek uwag jak mi wypisywał uwagę i rzuciłem mu tym w twarz... wyjebali mnie z tej podstawówki i przenieśli do innej na świadectwie miałem same piątki a zachowanie naganne :lol: u rodziców też miałem wtedy przejebane...
Makowiecki - Czw 01 Wrz, 2011 15:13

Hahahaha Lenart ty chyba od urodzenia byłeś przejebany :P
Sysiu - Czw 01 Wrz, 2011 15:16

Dziwne że miał zachowanie naganne przecież sie wyróżniał powinien zdawać z wyróżnieniem ! :P
lukness - Czw 01 Wrz, 2011 15:28

lenart jaki miszcz :mrgreen:
Olaf - Czw 01 Wrz, 2011 15:58

no to moja poprawka matmy na maturze :mrgreen:
oczywiscie uwalilem, bo sie spoznilem z lekka no i wypadlo siedziec na pierwszej lawce przed komisja. kiedy poprawki? poniedzialek polski, wtorek matma. no to ja luzik, w poniedzialek krotkie spodenki, koszulka bez rekawow bo cieplo, na rower i jade do kumpeli z ksiazkami ktore obiecalem jej pozyczyc pare km za miasto. ale po drodze LO wiec zajezdzam z ciekowosci jak tam im idzie. a ktos wyskakuje : olaf, matme zdają. no to ja wielkie galy: przeciez we wtorek mialo byc?? tak ale dla tych co i polski uwalili, wtedy dzien po dniu matma po polskim, a kto tylko matme od razu w poniedzialek. a wychodzi moja matematyczka na swieze powietrze przed szkole, sprawdzic czy jeszcze ktos spozniony nie doszedl, patrzy i galy wytrzeszcza: w tym stroju na poprawke???? a ja... yyyy, nie wiedzialem ze to dzis :lol:
no to chodz szybko bo juz wszyscy odpowiadali. a miny komisji? bezcenne :lol: :lol: :lol: wszyscy gajery, krawatki, a ja jak na plaze prawie :lol: no i na leszcza, bo myslac ze we wtorek wcale jeszcze do nauki sie nie bralem :mrgreen:
ale pomogla mi bardzo przy tablicy, lubili mnie w sumie za solidarnosciowe sprawy, bo to byl juz taki goracy okres, a dyro byl zabitym komuchem i wszyscy nauczyciele po cichu trzymali kciuki... za co? za jakis czas napisze. no i o moim zakonczeniu matur :lol:

KamilonzO - Czw 01 Wrz, 2011 16:05

"Z pięciu szkół wyrzucany
Do dziś kujące w serce łzy mojej mamy"


Ja sie kształcę jeszcze zaocznie :P Ostatnie dwa semestry zostały...

AdiN - Czw 01 Wrz, 2011 17:41

Lenart mistrz! :lol:
ahahhahahaa!

[ Dodano: Czw 01 Wrz, 2011 19:59 ]
A to u mnie w gimnazjum starsza klasa miała wf z takim Panem Szczerbą, sierota jak nie wiem, wszyscy nim pomiatają.
I było tak, że powiedział tym chłopakom, że idą biegać staw (znaczy się kilometr) to Oni się wkurwili, zastrajkowali, wzieli mu klucze od szatni i zamkneli w Niej, biedak siedział pare godzin :P

[ Dodano: Czw 01 Wrz, 2011 20:11 ]
Przy okazji Ania mi coś przypomniała :P
Całkiem nie dawno, moja wychowawczyni, straszna Siera, chuda blondi (ale o Niej później) wyszła coś załatwić, nie było jej całą lekcje :mrgreen:
Zaczęło się rzucanie, a to jakiś piórnik, zeszyt, ksiązka, jakieś długopisy, aż mój kolega Rafał wyciagnął Batona.. Mars chyba to był, nie pamiętam już :D
W sali na wysokości 2 metrów wisiały jakieś antyramy a w nich jakieś papiery, obrazki, a z tyłu klasy takie dwie dupne z obrazami Van Gogha :lol:
Rafał rzucił batonem, ale tak podkręcił, że trafił w obrazek, który spadł i rozjebutował się na najmniejsze kawałeczki, mijając głowe innego kolegi o centymetry i rykoszetem trafiło w tą dupną antyrame, która tylko pękła.
Jego mina bezcenna! Mistrzostwo świata, z ogólnego chaosu zrobiła się grobowa cisza, i co teraz, jeb gwóźdź wypadł zwalimy na to.
Udało sie! Potem wszystkie małe obrazki ściągneliśmy a takiego jebnego pękniecia nie zauważyła :P
Co do Monii (tak się nazywała moja Pani) Była straszzznie chuda, taki blond i nawet wysoki. Ale zawsze nosiła takie naprawde głębokie dekoldy, cholera wie po co jak nic tam nie miała.. :roll:
Pamiętam jak chyba byłem w 2 gim, i kończący sportowiec przyszedł do Nią, spojrzał tak i mówi "po [narząd] Ci ten dekold, nic tam nie masz" odwrócił się na pięcie i tyle go widzieli. Monia zbladła, my nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić ale było ok :D
A i jeszcze akcja jak wzieli jej krzesło na kółkach na korytarz, jeździli, jeździli, nie wyhamowali na schodach i jebudu w dół :lol:

Olaf - Pią 02 Wrz, 2011 15:57

halo, halo, dopisywac mi tu ciekawostki :mrgreen:
AdiN - Pią 02 Wrz, 2011 16:15

ja swoje napisałem :P

[ Dodano: Pią 02 Wrz, 2011 18:16 ]
Chcoaiż w podstawówce, mielismy taką zajebistą dupe, a nie nauczycielke z angielskiego.
I ja z kolegą siedzieliśmy w pierwszej ławce, 6 klasa to była, a za nami cały rząd samych chłopaków.
Jako, że Pani zawsze nosiła głębokie dekoldy, a miała co pokazać, zawsze zgłaszał się mój kolega żeby mu coś sprawdzić, Pani podchodziła, i nagle cały rząd jak siedział, tak patrzałw jedno miejsce :lol:

Sysiu - Pią 02 Wrz, 2011 16:21

u mnie na maturze z polaka były jedna nauczycielka z mojej szkoły ale która mnie nie uczyła (ale lubiła ) i jakaś z innej szkoły ale cycata..... miseczkę D to miała minimum :lol: chłopaki mówili ze nie mogli sie skupić na tym co mówią myślałem ze przesadzają ale faktycznie ładne piersi miała :mrgreen: podobno jeden to sie nawet przejęzyczył i jakieś słowo zastąpił słowem piersi :P
Olaf - Pią 02 Wrz, 2011 17:15

tu chodzi o tych co siedza cicho :P
stif - Pią 02 Wrz, 2011 17:51

No to ja wam opowiem historyjkę z podstawówki
Na j, polskim mnie zmuliło i nagle nauczycielka mnie wezwała i zadaje jakieś pytanko ( nie pamiętam o co jej chodziło)
Ale coś tam bełkoczę , bełkoczę a ona do mnie
- a co ma piernik do wiatraka ?
A ja na to
- Bardzo dużo ma bo w wiatraku mieli się zboże na mąkę a z tej mąki robi się pierniki,
Tym sposobem dolałem oliwy do ognia i miałem długo prze.....ne
Ale klasa miała przedni ubaw

Roxon40 - Pią 02 Wrz, 2011 19:01

No ja w szkole byłem raczej spokojny chodziłem bo musiałem ale nic się tam ciekawego jak dla mnie nie działo. Z lekcji uciekałem jak trzeba było to się zawijało bez patrzenia na innych.

Chyba jedno co pamiętam to to jak wpadłem do klasy na przerwie z tekstem... "kur..... Maciara mnie opierd...."

A ze akurat w tej klasie siedziała moja wychowawczyni a zarazem vice dyrektor, której nie zauważyłem, to usłyszałem " Arek poproszę dzienniczek ucznia do mnie na biurko" :lol: :lol: :lol:

bambus88_opole - Pią 02 Wrz, 2011 19:01

Co do języka polskiego to pamiętam, że polonistkę w LO to miałem rewelacyjną. Babeczka starsza, po moim wyjściu ze szkoły poszła na emeryturę. Pewnego razu prosiła by ktoś zmazał tablicę, podszedł kumpel i za jej plecami zaczął się wygłupiać i jak zmazał tablicę to mokrą gąbką namalował kutacha na tablicy i nagle ona się odwraca i się wkurza... po czym kolega ze starszej klasy wchodzi i prosi ją na chwilę. Jej komentarz zaraz po wyjściu to taki, że trzeba nam wpier.dolić. :D
Czy też kumple grzeją coś mocno na lekcji i ona oczywiście reaguje upominając kolegę, na co on mówi, że drugi się spierdział i strasznie śmierdzi. Komentarz polonistki: " No te cichacze są najgorsze".
Jedną z rzeczy jakie jeszcze pamiętam mówiąc o wspaniałej polonistce to jak wyśmiała kolegę na forum całej klasy, kiedy pytała go nie pamiętam o co dokładnie ale dodatkowe pytanie brzmiało: Co lubi robić w wolnym czasie. Jego odpowiedź brzmiała między innymi, że lubi pojeździć na rowerku, co właśnie mocno wyszydziła. Oczywiście ubaw dla całej klasy był nieziemski (nie licząc kolegi stojącego przy biurku).
Ostatnia rzecz to jak w klasie już maturalnej po wystawieniu ocen (na szczęście rok szkolny kończył się wcześniej), jako że było już ciepło wybraliśmy się z kolegami zamiast na lekcje to na rowerach nad jeziorko pokąpać się trochę. Spotkanie pod szkołą i do sklepu jeszcze po jakieś piwko czy też inne napoje i tam spotkaliśmy polonistkę. To ta oczywiście pierwsze pytanie dlaczego nie było nas na polskim. Nasza odpowiedź brzmiała, że kupujemy piwko na mecz (akurat był rozgrywany w tym dniu polska - niemcy). Jej komentarz do tego brzmiał: "Mam nadzieję, że nasi tym Niemcom wier.dolą". :D Naprawdę przez te 3 lata mieliśmy niezły ubaw z tą kobitą. :D

Olaf - Pon 05 Wrz, 2011 05:35

w sumie 10 osob sie juz wypowiedzialo. czekamy na reszte ;)
jjmag - Pon 05 Wrz, 2011 06:13

to i ja dodam swoje trzy grosze a mianowicie historia z technikum w którym się uczyłem w Białej Podlaskiej:
po lekkich baletach w weekend u znajomego w poniedziałek trzeba zasuwać było do szkoły a że mieliśmy na popołudnie to rano do śniadania na kaca trzeba było zrobić flaszeczkę i do szkoły na wpół zkacowany ale z szumem w głowie zachodzimy na zajęcia i pierwsze co mieliśmy to PO z sławetnym panem Siemieszem byłym trepem i jak pech chciał zobaczył w jakim stanie jesteśmy więc wymyślił sobie że dzisiaj poćwiczymy zakładanie masek gazowych, a że w klasie mieliśmy chłopaczka który wody unikał jak ognia ryj miał cały w jakichś wrzodach więc cały czas był na celowniku wszelkich nie wybrednych tekstów tak i było tym razem, pod koniec zabawy z maskami (od nas się już odczepił bo dwóm organizm nie wytrzymał) ktoś się spytał Siemiesza gdzie zostawić maski więc kazał składać je do szafy i w momencie kiedy podszedł kolega Dąbrowski (bo tak się nazywał mister szpetny) Siemiesz do niego wali ostro z tekstem " Dąbrowski przecież kazałem zdjąć maski" a on odpowiada " sorze ale ja ją zdjąłem", więc Siemiesz na to "to załóż ją z powrotem bo tak lepiej wyglądasz".

dawid8210 - Pon 05 Wrz, 2011 06:38

He, he. Historyjki całkiem ciekawe macie :mrgreen: .
Praktyki. Przerwa.
Kilkaset metrów od warsztatów płynie sobie Warta, nad rzeką most na zajebiście wysokim, stromym nasypie. Żeby tam nikt nie wchodził, interesu pilnował stary zgorzkniały cieć + owczarek niemiecki.
Było nas wtedy chyba z 10. Żeby nas dziadek nie widział to my z drugiej strony nasypu i zapierd...my do góry. Jak już byliśmy na górze dojrzał nas chłopina. DO tej pory czasem się zastanawiamy z kumplem jak taki stary dziad mógł być tak szybki :mrgreen: . Wypierdzielił z psem z budy. Patrzymy, a w łapie wiatrówka! :mrgreen:
No to chodu w dół. Biegło się zajebiście fajnie, do czasu aż gacie zaczęły mi spadać z dupy. Zsunęły się do kolan. Byłem tak zajęty utrzymaniem równowagi, że nie zauważyłem szybko zblizającego się słupa wysokiego napięcia. No i wykur.....m centralnie w niego :mrgreen: Szybko się pozbierałem, wpadłem w krzoki, naciągnąłem gacie na dupsko i było po przerwie :mrgreen:
2
Przerwa. Kumpel do mnie:
-chodź Bundy, jebniemy sobie wino w zapiekance (sklepik 100m od szkoły)
a że byłem głupi i młody to nie trzeba było mnie dwa razy prosić. Zrobiliśmy szybkie zakupy i cheja na tyły sklepy. Wydoiliśmy na szybko po połowie butelki i na fizykę.
Kobitka na tablicy rysowała jakiś szkic i na koniec jak już to narysowała (do tej pory nie pamiętam co to było) pyta się tak:
- chłopcy, czy to mi dobrze wyszło?
Wszyscy jak jeden potakiwali że ok, o ja jeden głupi tak:
- chyba coś ten rysunek krzywo strasznie wyszedł....
Reakcja kumpli bezcenna była, a babka po prostu mnie olała :P


A teraz historia z zupełnie innej beczki. Sorry za zbok z tematu ale muszę ją tu wkleić bo mnie rozłożyła. :mrgreen:
Był rok 1981.To było moje pierwsze pędzenie bimbru na aparaturze pożyczonej od sąsiadki i muszę powiedzieć że towarek wychodził zacny.Tak więc spokojnie psocąc w kuchni zadzwonił telefon,poszedłem do drugiego pokoju go odebrać.Traf chciał że w tym czasie kiedy gadałem przez telefon ktoś zadzwonił do drzwi,które otworzyła moja świętej pamięci babcia.Jak po zakończonej rozmowie wyszedłem z pokoju to wierzcie mi koledzy myślałem że pikawa to mi wyskoczy.Patrzę a w progu stoi milicjant w moro wymienia moje nazwisko pytając czy to ja, na co oczywiście kiwnołem twierdząco po czym wymienia moje imie ale tu odpowiadam mu że to mój ojciec którego nie ma w domu i będzie dopiero za 2 dni.Pytam go o co chodzi a koleś odpowiada że przyszedł w sprawie wywiadu środowiskowego na okoliczność wydania mojemu ojcu pozwolenia na zakup broni myśliwskiej.W takiej sytuacji z wywiadu nici a koleś wychodząc głośno wciągnoł powietrze nosem i pyta, WINKO czy BIMBEREK
I tu właściwie zaczeła się cała historia.Jak zapytał to zbaraniałem i mówię żeby sam sprawdził.Na to koleś wali do kuchni staje jak wryty i mówi tak kur.........a laboratorium.
Możecie mi wierzyć koledzy miałem prawie pełne gacie a tu zonk.Babcia wpada między nas i mówi tak, panie władzo to ja tak sobie popędzam bo nalewki lubie ,wnuk tu tylko przypadkiem się znalazł.Dzielnicowy popatrzył na sprzęt i pyta czy towar mocny,na co ja odrazu kieliszek mu wyjąłem i sruuuuu 50g mu wlałem.Jak wypił to mu gały prawie z orbit wylazły.Chwila ciszy i gość mówi tak. Za 45 minut tu wracam i dobrze by było co by ten sprzęt stąd zniknął ale trochę towaru może zostać bo on chętnie skosztuje więcej.OK szybko dokończyłem to co już leciało zwinąłem sprzęt i odniosłem do śąsiadki oczywiście nic jej nie mówiąc o całym zajściu.W chałupie zostawiłem ze cztery literkii,przygotowałem coś na ząb co by samej wódy nie wciągać i czekam.Po godzinie dzwonek i dzielnicowy jest.Ujjjjjj panowie popiliśmy tak że babcie w którymś momencie musiała mnie zmienić bo ja już nie mogłem a nie chciałem całkowicie odpaść.W sumie koleś okazał się spoko gościem i do wypitki i do gadki,nawet brudzia wypilismy.Czas zleciał szybko a on że chce żebym go odwiózł na komisariat i zaczyna się ubierać.Moje argumenty że jestem mocno wstawiony i nie mogę jechać,że zabiorą mi prawko na nic się zdały.Pokazał mi tylko palcem na naszywkę milicja na jego ramieniu i stwierdził że z nim nic mi nie grozi a na moje pytanie co będzie jak mnie złapią samego w drodze powrotnej, uśmiechnoł sie tylko i powiedział że jeśli już to i tak cię przywiozą do nas na komisariat.Pod komisariatem pożegnaliśmy się a ja w dowód wdzięczności wreczyłem mu 2 literki towaru.Mojego powrotu to powiem szczerzee nie za bardzo pamiętam,Pamiętam natomiast że na zajutrz o 10 rano obudził mnie dzwonek.Wstając z kacem gigantem,otwieram,patrzę i oczom nie wierze.Dzielnicowy we własnej osobie w cywilu i z flaszką z polmosu w ręku.Podaje mi flaszkę i prosi o kluczyki do mojego samochodu.Na moje pytanie po co mu są potrzebne mówi, idź do okna i zobacz.Możecie sobie wyobrazić moją minę kiedy podszedłem do okna i zobaczyłem mojego malucha zaparkowanego na środku ulicy. :mrgreen:

Olaf - Pon 05 Wrz, 2011 07:37

:lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

sie usmialem na poczatek dnia :D

ktos ie teraz dopisze? ;)

Sysiu - Pon 05 Wrz, 2011 09:00

Tam gdzie maluch zgasł tam żeś go zostawił :D
Kirek09 - Pon 05 Wrz, 2011 09:03

To ja dodam kilka zdjęć żeby było inaczej ;)
Zakończenie 4 klasy, oczywiście aula pełna, nauczyciele wszyscy itd. A to my i nasz prezent dla wychowawcy :mrgreen:
http://photos.nasza-klasa...d2958216d0.jpeg

Nasze pracownie, elektronika, elektryka, automatyka ;)
http://photos.nasza-klasa...3c73123ffb.jpeg
http://photos.nasza-klasa...84b44f44e5.jpeg
http://photos.nasza-klasa...f23c59f1e3.jpeg
http://photos.nasza-klasa...904aa9a7c9.jpeg
http://photos.nasza-klasa...e1d8d394bb.jpeg
http://photos.nasza-klasa...742a32d0ba.jpeg
http://photos.nasza-klasa...38a080f1e2.jpeg

Nasz zajebisty system :
http://photos.nasza-klasa...265b6c59ad.jpeg
"Szanowny Panie. Jesteśmy zbyt zmęczeni, aby uczestniczyć w lekcji matematyki. Wiadomo-matura. Z poważaniem 4aE^^"


Żeby pisać o wszystkim to za dużo, w każdym tygodniu coś było odjebane. Miło tak powspominać :mrgreen:

Sysiu - Pon 05 Wrz, 2011 09:27

nie działają linki :)
bambus88_opole - Pon 05 Wrz, 2011 09:46

więc faktycznie jest inaczej :P
Kirek09 - Pon 05 Wrz, 2011 11:38

Kri$ napisał/a:
nie działają linki :)

Później poprawie, teraz do pracy spadam ;) firma bez elektryka to nie firma :D

Makowiecki - Pon 05 Wrz, 2011 11:40

Linki działają tlko trzeba strone przeładować ;)
bambus88_opole - Pon 05 Wrz, 2011 19:26

"403 Forbidden
Request forbidden by administrative rules. "

przez imageshack albo coś może wrzuć

Durszlak - Pon 05 Wrz, 2011 19:34

dużo tego było, aż nie wiadomo o czym pisać :D Ostatniej zimy np. na inzynierii komunikacyjnej urządziliśmy w klasie bitwę na śnieżki :lol: Najgorzej mieli Ci pod ścianą bo dostawali od tych z pod okna non stop piguły :mrgreen: Pani Profesor w końcu się wkurwiła i z płaczem wybiegła po dyrekcję :P
bambus88_opole - Pon 05 Wrz, 2011 19:46

Właśnie przypomniała mi się akcja na studiach dziennych na "Mikołaja" miałem na uczelnie na popołudnie i dostałem propozycję by przebrać się rano za Mikołaja i przejść się do 2 przedszkoli by rozdać dzieciakom paczki i chwilę z nimi pogadać dobrze płacili za robotę wręcz żadną więc zgodziłem się bez wahania. Strój miałem wypożyczony z naszego MDK i nie miałem zbytnio jak go oddać od razu więc duży worek ze strojem wziąłem ze sobą na zajęcia. Tam oczywiście kupa śmiechu, że przyszedł właśnie Mikołaj i w worku ma prezenty. Na wyjaśnieniach co znajduję się worku oczywiście się nie skończyło, zaraz zaczęto mnie nakłaniać bym się przebrał i teraz. Kumple skoczyli po czekoladę dla pani magister a ja za ten czas przebierałem się w toalecie za Mikołaja. Zajęcia się zaczęły gdy tu nagle z korytarza dobiegł wszystkich dźwięk dzwonka. Dzwoniąc wszedłem do sali witając się ze wszystkimi jak z dziećmi w przedszkolu. Ogólnie kupa śmiechu była. Gadka głównie do pani magister, czy była grzeczna itp. że mam coś dla niej ale nie mogę ot tak jej dać. Chciałem żeby opowiedziała jakiś wierszyk albo zaśpiewała piosenkę ale niestety się nie zgodziła. Wręczyłem jej czekoladę i poszedłem się przebrać szybko by wrócić na zajęcia. Wpadłem na salę przepraszając za spóźnienie. Atmosfera do końca zajęć była już dość luźna, a na następna przyniosła nam ptasie mleczko. :D
Olaf - Pon 05 Wrz, 2011 19:48

czyli miala poczucie humoru ;)
dobrze ze nie chciales zeby na stole zatanczyla jezioro labedzie :mrgreen:

Butterfly - Pon 05 Wrz, 2011 19:49

Nic mi o szkole nie mówcie :(
Masakra za pasem matura i egzamin zawodowy a czasu brak na wszystko...

Durszlak - Pon 05 Wrz, 2011 20:05

pierdzielisz Daria, też mam maturalną z egzaminem i jest git :D Na spokojnie trzeba, bez spiny! :P
Butterfly - Pon 05 Wrz, 2011 20:21

er3cepte napisał/a:
pierdzielisz Daria, też mam maturalną z egzaminem i jest git :D Na spokojnie trzeba, bez spiny! :P



a Ty kim jesteś? Geodetą ?

cozmo - Pon 05 Wrz, 2011 21:01

Boze tego było tyle, że zleciałaby cała noc ale ogólnie czasy ogólniaka wspominam wybornie! :ok:
Pamiętam urodziny kumpli jak ryczeliśmy do kumpla "zeruj zeruj zeruj" potem "jeszcze jedno jeszcze jedno" (Amareny tanie wina takie jakby ktoś nie wiedział) a na koniec "będziesz rzygał będziesz rzygał" noo aż odpad rzygał i karetka go zabrała a potem reszta wróciła na sale i piła do upadłego za jego zdrowie :P

pszczolka90 - Pon 05 Wrz, 2011 21:52

Do dziś pamiętam moją panią od muzyki.Wszyscy się śmiali,że ma żółte papiery.
Gdy koledze spadł kwiatek i chciał go posprzątać rozwaliła nas tekstem:
-Co Ty myślisz,że w kwiatkach nie ma kamer?

Kiedyś na wf skakałyśmy przez kozła,a że ja lubię to co chwila podwyższałyśmy.
W pewnym momencie źle się wybiłam i padłam na kozła,oczywiście zahaczyłam przy tym kolczykiem w pępku i wyrwałam go niewiele mówiąc. Podchodzę do faceta od wf(który nie był zbytnio kumaty,miał swój świat) i mówię mu,że muszę jakaś wodę utlenioną dorwać i plaster. Oczywiście chwila minęła zanim ogarnąć o co mi chodzi,poszliśmy do pokoju wuefistów i bierze tą wodę i stoi nad mną a ja do niego - No chyba pan zwariował,że pokażę panu brzuch!Dawaj to! Hmm..ten niewiele się zastanawiając dał mi wodę i sobie poszedł.

Innym razem siedziałyśmy na siłce i wuefista nie chciał mi wierzyć, że zrobię jakieś 50 pompek. Jakie było jego zdziwienie,gdy bez trudu je zrobiłam. A ja zadowolona,bo nie musiałam ćwiczyć :D

Kiedyś do szkoły przyszłam ze szczurem. Akurat miałam bluzę z kieszenią która nie miała zszycia na środku,taka w typie kangurek. Siedzę na matematyce,wszyscy robią "kici kici"i nagle bach babka woła mnie do tablicy. Ja zmieszana podchodzę do tej tablicy,szczur szaleje mi w kieszeni,a ja trzymam się ręką za brzuch i próbuję go uspokoić. Nagle babka do mnie czy źle się czuję,a ja ,że tak. Wszyscy zaczynają krzyczeć kici kici,pokaż tego szczura a pani do mnie"Maja,co Ty tam masz? A ja twardo,że nic, Na co ona ponowiła swoje pytanie a ja do niej-Lubi pani szczury?-nie-to nie chce pani wiedzieć-Maja pokaż co tam masz!-No dobra,sama pani tego chciała! Buch,pokazałam jej tak babka znalazła się na końcu korytarza :D
Ajj się rozpisałam,ale dużo tego się działo ;p

Durszlak - Pon 05 Wrz, 2011 22:10

Butterfly napisał/a:
er3cepte napisał/a:
pierdzielisz Daria, też mam maturalną z egzaminem i jest git :D Na spokojnie trzeba, bez spiny! :P



a Ty kim jesteś? Geodetą ?


nie, drogowcem!

Kirek09 - Pon 05 Wrz, 2011 23:25

Butterfly napisał/a:

Masakra za pasem matura i egzamin zawodowy a czasu brak na wszystko...


Nam mówili, że mature tylko kilka osób zda tak jak i zawodowy (z elektroniki)
No a co się okazało to mature 1 osoba nie zaliczyła :mrgreen:












A zawodowy to 5 osób na 20 zaliczyło :D ale też jest dobrze :lol:

dawid8210 - Wto 06 Wrz, 2011 10:49

pszczolka90 napisał/a:
Gdy koledze spadł kwiatek i chciał go posprzątać rozwaliła nas tekstem

Właśnie a propo kwaitków :lol:
Lekcja wychowawcza z naszym profesorem Słupińskim. (Tutaj chcę pozdrowić mojego wychowawcę czterema słowami: ch..j ci w d..ę :mrgreen: )
W ostatniej ławce siedział najebany koleś (nazwisko mu było Nalewka :mrgreen: )
Zajęcia były prowadzone na półpiętrze, także parę metrów nad ziemią)
Kolesiowi w pewnym momencie zrobiło się niedobrze (czytaj, chce mi się rzygać :mrgreen: )
Ale jak tu się wyrzygać, żeby nie zwrócić na siebie uwagi mgr-a.
Korzystając z tego że wychowawca coś bazgrał na tablicy wyskoczył za okno) Jebło tak jakby worek kartofli za te okno spadł.
Na pytanie profesora co to mogło być, wszyscy chóralnie, że kwiatek za okno poleciał z pietra wyżej :lol: :lol:

Butterfly - Wto 06 Wrz, 2011 12:36

Kirek09 napisał/a:
Butterfly napisał/a:

Masakra za pasem matura i egzamin zawodowy a czasu brak na wszystko...


Nam mówili, że mature tylko kilka osób zda tak jak i zawodowy (z elektroniki)
No a co się okazało to mature 1 osoba nie zaliczyła :mrgreen:











A zawodowy to 5 osób na 20 zaliczyło :D ale też jest dobrze :lol:



tylko kwestia jest taka , ze nam teraz tą maturę utrudnili chociażby z anglika....

a ile osob podchodziło do matury ? :P

Pit3rM - Wto 06 Wrz, 2011 17:47

Kirek09 napisał/a:
Butterfly napisał/a:

Masakra za pasem matura i egzamin zawodowy a czasu brak na wszystko...


Nam mówili, że mature tylko kilka osób zda tak jak i zawodowy (z elektroniki)
No a co się okazało to mature 1 osoba nie zaliczyła :mrgreen:






A zawodowy to 5 osób na 20 zaliczyło :D ale też jest dobrze :lol:


4 lata temu zdawałem egzamin zawodowy na technika elektronika. U nas chyba 5 na 26 zdało a bodajże w całej Polsce niecałe 25% ;)
W tym roku udało się zdobyć kolejny dyplom zawodowy :D

Powodzenia na maturze i egzaminie! ;)

Kirek09 - Wto 06 Wrz, 2011 22:05

Butterfly napisał/a:

a ile osob podchodziło do matury ? :P


Wszyscy, 20 osób ;)

[ Dodano: Sro 07 Wrz, 2011 00:07 ]
Pit3rM napisał/a:

W tym roku udało się zdobyć kolejny dyplom zawodowy :D



Bym miał kase to też bym z chęcią poszedł dalej, ale sytuacja mi nie pozwala a firma nie chce mnie wysłać.... i tak się męczę jako technik ;)

sim - Wto 06 Wrz, 2011 22:58

Pora na kolejną opowieść z ogólniaka.

Pierwsza klasa LO. Andrzejki. Jeden z naszych kolegów miał imieniny. Przyniósł 0,75. Dość chłodno było. Za kotłownią (jedna z palarni, o której nie wiedział dyrek) na dużej przerwie urządziliśmy sobie w kilka osób degustację małą. Z racji na to, że następną mieliśmy matmę z wychowawczynią każdy wziął symbolicznego dużego łyka góra dwa. Została jeszcze 100 na dnie butelki, którą jeden z kolegów obrócił duszkiem. Poszliśmy na lekcję. Dopisywał nam humor wyjątkowo. W pewnym momencie zauważyliśmy jak zaczyna brać kumpla - zaczął się robić czerwony, i w tym momencie został poproszony do tablicy. Sala rży, wychowawczyni nie bardzo wie, o co chodzi. Kumpel z pomocą nauczycielki liczy zadanie (pamiętam jak dziś były to równania kwadratowe) i ma narysować wykres w układzie współrzędnych. Oparty jedną ręka o tablicę zamaszyście narysował oś x oraz y (strasznie krzywo) i równie zamaszyście o mało nie tracąc równowagi narysował parabolę. Klasa kwiczy ze śmiechu. Wychowawczyni zaczęła podejrzewać o co chodzi - spojrzała na niego pobłażliwym wzrokiem i słowami "No dobrze... Usiądź..." odesłała na miejsce.... Jednym słowem w porządku była.... Bo mogła poprosić dyrka z alkomatem i kilka osób w tym ja miałoby przypał...

[EDYTKA]

W następnej partii opowiem Wam o nauczycielu od PO, dyrektorze i poczcie sztandarowym oraz nauczycielu od spawania z technikum...

AdiN - Sro 07 Wrz, 2011 14:09

Mój nowy wychowawca jest spoko
Pado wchodzimy klasą na pierwszą lekcje, i taki tekst "zaraz napisze wam ten plan lekcji"
tak patrzy, patrzy. i wydusił z siebie "macie internet?!" -no mamy! "to ściągnijcie to z neta, bo w [lulek] pisania jest" klasa takie oczy :shock:

I sytuacja na pierwszym niemieckim, gościu jeździ Lanosem, gadka szmatka, i pada pytanie
- to ile koni Pan ma?
a odpowiedź mnie rozjebała na łopatki.
- No ja to mam jednego wielkiego ( łapiąc się za jaja ) ale mój Lanos ma 105 więcej! :mrgreen:

Pit3rM - Sro 07 Wrz, 2011 17:14

Kirek09 napisał/a:

Pit3rM napisał/a:

W tym roku udało się zdobyć kolejny dyplom zawodowy :D



Bym miał kase to też bym z chęcią poszedł dalej, ale sytuacja mi nie pozwala a firma nie chce mnie wysłać.... i tak się męczę jako technik ;)


Też jakoś z kasą rewelacji u mnie nie ma, ale udało sie;) Gorzej bylo z czasem, bo nie dość, że duzo pracuje to jeszcze kazdy weekend zjebany ;)
Firmy niechętnie wysyłają na szkolenia... wiec trzeba liczyc tylko na siebie!

Butterfly - Sro 07 Wrz, 2011 18:03

Hehehehe :D
Adi to z koniami dobre :D

sim - Sob 10 Wrz, 2011 20:01

Wspomnień sercu miłych ciąg dalszy...

Nauczyciel od PO Pan Jurek pułkownik w stanie spoczynku z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Pancernych cierpiał na problemy ze słuchem (jak tłumaczył od ćwiczeń, które kiedyś urządzano bez nauszników etc.), na tyle duże, że siedząc w pierwszej ławce przed nim trzeba było krzyczeć. Aby nie prowadził zajęć teoretycznych zawsze rozmawiałem z nim o różnych rzeczach samochodach itp. (reszta w tym czasie przepisywała moje zadanie domowe z j. angielskiego).

Pewnego dnia Pana Jurka wzięło na wspomnienia i opowiedział nam jak zdradził swoją żonę z tirówką, po czym powiedział jej o tym tego samego dnia jak go chwyciły wyrzuty sumienia. Innym razem opowiadał jak zapomniał kluczy do działki, skakał przez bramę, spadł i złamał sobie kręgosłup. Bolało go, ale nic nie robił do momentu gdy po kilku dniach jadąc samochodem zaczęło paraliżować mu nogi... Innym razem opowiadał o tym jak mu Civica ukradli i jak wyglądało odzyskanie pojazdu, nabicie nowych numerów itd. W międzyczasie mieliśmy zajęcia z resuscytacji na fantomach, które załatwił.

Najlepsze jednak były zajęcia ze strzelania. Poinformował wszystkich o zasadach, zrobił kartkówkę. Szkoła miała własną strzelnicę (pas wybranej ziemi z wałami i miejscem do mocowania tarczy parędziesiąt metrów dalej). Pan Jurek zgodnie z prawem (szkoła miała też swoją broń typu kbks) zgłosił w komendzie wojewódzkiej zajęcia ze strzelania itd. Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami. Po czym Pan Jurek chodząc z uczniem parędziesiąt metrów do tarczy celem sprawdzenia trafności zaczął pozostawiać broń wraz z amunicją pod opieką uczniów... Nie muszę chyba mówić, że gdyby na to wpadła kontrola to z kryminału by nie wyszedł...

CDN.

Zapomniałem dodać. Jako jedyny w całej szkole miałem celujący z PO :P

Olaf - Sob 10 Wrz, 2011 21:54

no to tez dorzuce... pisalem o niemieckim ze dobrze wypadalem w klasie. nauczycielka w czasie ostatniej lekcji przed dluga przerwa pisala pytania do klasowki,oczywiscie trwala jednoczesnie lekcja z jakas inna klasa, po czym zamykala i szla do pokoju nauczycielskiego. umowione bylo ze ta poprzednia klasa otworzy z klamki jedno okno. jako ze byl to wysoki parter to trzeba bylo w czasie przerwy sie wspiac. kto byl najlzejszy? no wlasnie, podsadzali mnie , spisywalem szybko pytania i wypad na boisko szkolne. tam z jedna z kolezanek tez dobra z niemca opracowywalismy na poczekaniu odpowiedzi. oczywiscie klasowki wypadaly niezle, w przeciwienstwie do ustnych odpowiedzi ku zdumieniu nauczycielki :lol:
Butterfly - Nie 11 Wrz, 2011 17:24

Nie ładnie, bardzo nie ładnie :P
Hihihihi :D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group